Archiwa kategorii: Polityka

Wybory w Bangkoku

Za czym kolejka ta stoi? Po demokrację, po stary porządek, po więcej bałaganu i długich lat transformacji? Przeddzień wyborów przyniósł 6 ofiar śmiertelnych, dzisiejszy poranek jest  – jak na razie – spokojny. Stacje wyborcze ustawiono na terenie lokalnego marketu; tuż obok głosujących,  biznes kwitnie jak zwykłe – smażony kurczak, owoce, ciuchy i zabawki.

Szkoła ostrzegła nas przed ewentualnym wybuchem agresji i mamy być przygotowani na ewentualny dzień wolny. W sumie, dlaczego nie?

Reklamy

W odpowiedzi na emaile i zapytania o sutuacje w Bangkoku

W ciagu ostatnich dni dostaje bardzo wiele emaili, na ktore nie jestem w stanie odpowiaac indywidualnie, pozwolcie wiec, ze zrobie to tutaj. Wszyscy zadaja w sumie to samo pytanie – czy jako osoba mieszkajaca w Tajlandii moge powiedziec, ze planowany przyjazd za kilka dni bedzie bezpieczny.

Niestety, nie umiem odpowiedziec, bo chyba nikt nie jest stanie przewidziec wypadkow kilku kolejnych dni. Tajskie protesty wygladaja bardzo inaczej niz zachodnie – nikt tu nie biega, nie krzyczy, nie rzuca kamieniami czy gazem lzawiacym, nie ma armatek wodnych. Ludzie siedza na jednym miejscu/placu, jest mownica, jest czesto muzyka – wyglada to bardziej jak przygotowanie do koncertu na swiezym powietrzu niz zamieszki. Ale zabito jednego z przywodcow opozycji, a dzisiaj wybuchla walizka na lotnisku miedzynarodowym Suvarnabhumi. Jakie bedzie mialo to konswekwencje? Nie mam pojecia. O ile nie boje sie o zdrowie/zycie i turysci rowniez nie powinni, nikt nie umie zagwarantowac, ze nie zamkna ruchu powietrznego co oznacza chaos, koszty, koczowanie na lotnisku i brak mozliwosci opuszczenia Tajlandii.

Wiem, ze nie pomoglam i wciaz pozostaja watpliwosci, ale niestety nikt nie jest w stanie powiedziec nic jednoznacznie.

Stan wyjatkowy w Bangkoku

Do wszystkich, ktorzy wybieraja sie do Tajlandii i pytaja mnie o sytuacje-wczoraj rzad zdecydowal sie wprowadzic stan wyjatkowy, ktory zaczyna sie dzis i ma trwac 60 dni. Oznacza to, ze policja, armia I rząd, ktore Dotad Nautralne in Byly. ie braly udzialu w rozbrajaniu demonstracji, od dzisiaj beda czynnie dzialac i dostosowywac swoje dzialania do sytuacji.Podejrzewam, ze sytuacja bedzie stawac sie coraz bardziej napieta im blizej wyborow. Nikomu nie stanie sie nic zlego, jesli bedziecie omijac 6 punktow, gdzie zbieraja sie demonstranci, natomiast moga byc problemy z lotami i musicie sie liczyc, ze trzeba bedzie przedluzyc wakacje. Dla poslugujacych sie angielskim polecam Twitter @ Richard Barrows, ma chyba najswiezsze wiadomosci non stop. Jesli Planujecie Zostacw Bangkoku, polecam Khao San Rd, ktory Wciaz Pozostaje beztroski I bezpieczny, Przynajmneij Dotychczas. I link do mapy Demonstracji Http://news.bbc .co.uk/2/hi/asia-pacific/8686921.stm

Poniedziałkowo

W ciągu ostanich kilku dni dostałam dużo listów, emaili i komentarzy z ciepłymi słowami, z pytaniami o samopoczucie, pełne troski. Dziękuję bardzo, wszystkim razem i z osobna, i wszystkim też mówię – nie martwcie się, serio – wygląda to gorzej niż jest w rzeczywistosci.

Bo sytuacja w Bangkoku jest dziwna i można ją przedstawić dwojako – „wszystko w porządku”, lub „bomby, granaty i ranni”. W sobotę rano pojechałam do pracy, mojej dodatkowej, sobotniej szkoły, która jest już bliżej centrum i nagle zobaczyłam wyludnione ulice, puste centrum handlowe i ruch uliczny mniejszy o pewnie z połowę. Jeszcze nigdy nie zajechałam tak szybko, jeszcze nigdy nie widziałam tak pustej autostrady, gdzie normalnei ślęczę półtorej godziny w korku. Bangkok i demonstranci zdaje się być przyczajony, ale co jakiś czas daje o sobie znać – a to zastrzelony śmieciarz, a to wybuch granatu raniący demonstrantów, a to pomniejsze protesty w innych częściach miasta.

A z drugiej strony turyści robiący sobie zdjęcia z protestującymi i straganiarzy sprzedajacych koszulki z nadrukiem „Przeżyłam zamnknięcie Bangkoku”, robiących świetny interes. Mój znajomy, który pojechał wczoraj zobaczyć jak to wyglada w rzeczywistości, wrócił zniesmaczony i posunął się wręcz do kuriozalnego stwierdzenia, że ” już wiem o co w tym wszystkim chodzi, te demonstarcje to po to, żeby zwiekszyć sprzedaż i zarobić więcej kasy.” To już chyba dość daleko posunięte wnioski i byłaby to najdziwniejsza strategia sprzedaży – demonstracje i protesty jako czynnik zwiekszający popyt. Już widze nowe tematy magisterek ;). To na pewno nie tak i trzeba pamiętać, że jesteśmy w Tajlandii, nie można więc się spodziewać protestów w zachodnim stylu czy tego, że wszyscy przyłącza się do demonstarcji i całe miasto ruszy do boju.

Ale faktem jest, że oprócz kilku miejsc w Bangkoku, gdzie nie należy się pojawiać, jeśli życie ci miłe, życie toczy się dalej. Turyści oblegają Khao San jedząc pad thai i ujeżdżając tuk-tuki, centra handlowe kuszą końcówką wyprzedaży, a moi znajomi przylatują dziś w nocy i za kilka dni ruszają na Phi Phi, żeby spędzić wakacje w raju.  Gdyby spojrzeć na miasto z lotu ptaka, zobaczyć by można kilka pukcików, gdzie tłum jest większy niż zwykle i to tam, w tych sześciu czy siedmu miejscach, nie należy sie pojawiać. Nie należy też nosić czerwieni i żółci, tak na wszelki wypadek, gdyby przypadkiem trafiło się nie w to miejsce o nie tej porze. Poza tym można spać spokojnie, planować podróże, rezerwować bilety i mierzyć bikini. Nic nikomu sie nie stanie. Więc strapione mamy podróżujacych córek, śpijcie spokojnie; ci, którzy nie wiedzą, czy rezerwować bilety- rezerwujcie; ci, którzy nie wiedzą, czy będą mogli zwiedzić zamek królewski -na pewno się wam uda. Nie kupujcie tylko tych koszulek z napisem o zamknięciu Bangkoku, bo z tego wszyscy będą się śmiać.

źróło: blogs.cfr.org
źróło: blogs.cfr.org

Demonstracje w Bangkoku

Dzisiaj rano obudziłam się i zobaczyłam email od TVN24 z pytaniem czy nie zechciałabym skomentować sytuacji w Bangkoku podczas wieczornych wiadomości. Najpierw pomyśłałam, że to żart, potem, że może jeszcze śnię, w końcu była 6.00 rano, potem dotarło do mnie, że to jednak jawa i email jest jak najbardziej serio. Może inni blogerzy, którzy piszą od lat i znani są wirtualnie, mają już takie niespodzianki za sobą, dla mnie był to mój „pierwszy raz” i stres lekko przygniótł, na szczęście już po wszystkim, mam nadzieję, że coś sensownego zdołałam sklecić.

Ale stres pozostał, choć spowodowany czym innym, bo zaczęłam się lekko bać. Do tej pory nikt nic nie mówił o całej sytuacji, mówię tu o moich znajomych nauczycielach, o pokoju nauczycielskim. Czasami ktos coś napomykał i tak naprawde rozmawiałam z jednym znajomym zainteresowanym polityką. Dzisiaj nagle wszyscy siedzieli zaniepokojeni, snując plany ewentualnej ucieczki. Wszyscy planują uciekać do Kambodży, z tymże większość z nich ma motory lub samochody, a ja, cóż – co najwyżej wózek mogę pchać i szybko przebierać nogami. Dopadł mnie niepokój, bo mówi się o odcięciu Internetu, telefonii komórkowej, wody i prądu, mówi się o zamknięciu ruchu lotniczego za dwa dni. W tym wypadku nie będzie można nawet wylecieć i zostaje droga lądowa. Chociaż banki miały być otwarte i obiecały pełne bankomaty, wypłaciłam dzisiaj wszystkie pieniądze, bo zajęcie kont bankowych jest legalne w tym kraju i można stracić wszystkie pieniądze bezpowrotnie. Poza tym zaraz idę nabierać wodę do butelek, tak na wszelki wypadek. Pewnie nie martwiłabym się tak, gdybym nie była tu z Alexem, ale moim zdaniem pokojowe demonstracje będa do czasu i wszystko skończy sie wielką rozróbą i ofiarami smiertelnymi. Ostatnio było ich 70, więc całkiem nie mało. Nie martwię się o życie, czy bezpieczeństwo, martwię się o brak jedzenia, wody pitnej, pieluch i mleka w proszku.

Mówi się o podburzaniu mieszkańców, o tym, że prowokuje się bójki, za które wini się demonstrantów, ba – nawet zastrzelono kilku policjantów – wszystko by spowodować gniew i złość mieszkańców Bangkoku, co mialoby pociągnąć za sobą przemoc i policja, do tej pory neutralna, będzie musiała zacząć działać. A jeśli do akcji wkroczy policja, wkroczy i armia i tu już zacznie się walka na serio i skończy się pokojowa atmosfera. Wszyscy (mówię tu o falangach) są przekonani, że dojdzie do rezlewu krwi, pytanie tylko kiedy. Pytanie jak długo będzie to trwało i jakie skutki pociągnie za sobą.

Dziasiaj, kilka godzin wcześniej, miałam rozmowę w sprawie pracy w Malezji i czekam z niecierpliwością na odpowiedź, choć przyjdzie mi poczekać z tydzień. Nie, moja decyzja o wyjeździe nie była spowodowana sytuacja polityczna, tak się akurat złożyło, że fajna możliwość się pojawiła a wszystko zbiegło się w czasie. Pytanie- dostanę, nie dostanę? Zdołam wylecieć, czy będę musiała jechać do granicy i wylatywać z Kambodży lub innego sąsiedniego kraju? Jest się czym martwić, czy nie? Pytania, pytania, pytania. Czy ktoś ma jakieś pomysły?

Bangkok zamknięty

Jutro oficjalnie nastąpi zamknięcie Bangkoku, któż to wie, na jak długo. Teoretycznie, jeden dzień, ale myślę, że to początek czegoś dłuższego. Jak widać, temperatura wrzenia doszła wreszcie do momentu, kiedy para zaczyna buchać buch buch i wprawia koła i gwizdki w ruch.

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że siedząc tu, na przedmieściach Bangkoku, nie wiem wiele więcej niż wszyscy śledzący oficjalne wiadomości na ten temat. Różnica taka, że ja nie oglądam TVN 24, a BBC News i Aljazeerę. I śledzę w necie tutejsze strony, które niestety najczęściej są po tajsku, więc niewiele rozumiem i poza zdjęciami praktycznie nie jestem niczego pojąć. Wiem więc tyle co wy, jeśli ktos czyta ten post, żeby usłyszeć mądre, polityczne proroctwa to niestety muszę rozczarować.

Media pełne są zdjęć z kampanii Respect My Vote, to a propos wyborów w lutym, i na moim osiedlu również pojawił się taki znak. Przyczepiony do znaku drogowego, a raczej lustra panoramicznego, stojącego przy takim małym parczku, kawałku trawki, ziemi niczyjej. Nie wiedomo więc, kto to napisał i zamieścił, można zgadywac, że ten z domu na lewo albo na prawo. A może wcale nie, może to tak dla zmyłki przeciwnika i naprawdę zamieścił go ktoś tam z sąsiedniej ulicy? Ponoć kilka dni temu właśnie w Rangsit, gdzie mieszkam, miało miejsce jakieś intensywne starcie na ulicy i kilka osób zostało ciężko rannych. Grupa z Rangist szła w kierunku starego lotniska i zostało dośc skutecznie zmasakrowana. Ale wiem to nieoficjalnie, od koleżanki, której mąż Taj aktywnie uczestniczy w demonstracjach. Ha, coś tam więc jednak wiem więcej niż BBC i AlJazeera.

Jutro Bangkok zostaje zamknięty,szkoły nieczynne, firmy pewnie też, przynajmniej większość. Mnie to nie dotyczy, bo u mnie w szkole udaje się, że nic się nie dzieje i życie toczy się jak zawsze. Typowe tajskie podejście do sprawy, bezpośrednia konfrontacja nie wchodzi w grę. Wciąż się nie boję, myślę, że najwyżej mogę mieć kilka dni wakacji i jeśli nosa nie wyściubię poza własną okolicę, to niczego nie zobaczę. No ale nie wyściubię, bo nie będę Alexa brała na demonstrację. Pozostaje mi śledzić rozwój sytuacji w necie.