Archiwa kategorii: Moda i styl

Faszyn from Raszyn / Rangsit – niepotrzebne skreślić

Dzisiaj zabawię się w szafiarkę, ale nie bedę Mafashion czy Jessicą Mercedes, czy inną panią (przepraszam, jeśli pomyliłam imiona, nie było to celowe, mnie już, po prostu długo w kraju nie ma i nie jestem na bieżąco). Będzie to raczej Faszyn from Raszyn Rangsit albo moje spojrzenie na modę w Tajlandii.

Moda tajska to pewnego rodzaju paradoks. Patrzę na ciuchy tych kobiet i w 99% nie chciałabym tego nigdy założyć. Ba, nie założyłabym tego, nawet gdyby mi za to zapłacono. Patrzę na to, co sprzedaje się na rynku ale też w drogich domach towarowych i mogłabym codziennie wrzucać setki zdjęć pod tytułem : „czego nie nosić”. Dziwne angielskie nadruki, często z błędami, do góry nogami, bez sensu to jeden z trendów. Dość często widzę kobiety noszące kolorowe sukienki z kwatkami i koronkami, z wielkim logo AD/CD lub innymi nazwami metalowych zespołów. Oczywiscie, nei mają pojęcia, że to w ogóle coś znaczy. Inny, bardzo popularny trend, chyba najbardziej, to „bling bling” Błyskotki, paciorki, kolorowe szkiełka i sztuczne diamenty, zwisające breloczki na złotych łańcuszkach z dodatkowymi neonowymi efektami, cekiny i nity, najlepiej wszystko naraz. A na to jeszcze troche błyszczącej, plastikowej biżuterii.  I jeszcze trochę koronki i szydełkowy kołnierzyk, gdyby blingu było za mało. Tkaniny są chyba najbardziej przerażajace, bo sztuczne, stylonowo-nonironowe, łatwe do wyprania, strzepnięcia i wysuszenia, ohydne do noszenia. Kiedyś, jedna ze szkół w której pracowałam, szyła dla nas kostiumy i koszule, i cały zestaw był niestety ze sztucznej tkaniny. W tym upale i przy tej wilgotności miałam wrażenie, że jestem mokra i spocona non stop, nawet w klimatyzowanej klasie. Wydawałoby się, że wszystko będzie tylko z bawełny i naturalnych tkanin, niestety jest odwrotnie.

Ale pomimo tego wszystkiego, pomimo tych dziwnych kolorów, przykrótkich sukienek, sztucznych materiałów, plisowanych pstrokacizn ozdobionych złotym piórkiem i wiórkiem, Tajki wyglądają rewelacyjnie. Nie wiem dlaczego, ale tak jest. Może dlatego, że 99% z nich jest ultra szczupła i smukła i nie ważne co założą, wyglądają jak modelki? Myślę, że w Europie czy Stanach od razu okrzykniętoby je anorektyczkami, ale tu jest to traktowane jako naturalne i pożądane – im szczuplej, tym lepiej.

A może dlatego, że rzadko można spotkać kobietę, która ma kiepskie włosy, a jeśli się już zdarzy, to napewno będzie to osoba, która próbowała je rozjaśnić lub walnąć sobie trwałą, żeby wyglądać bardziej zachodnio. Za to kobiet z pięknymi, błyszczącymi, długimi włosami jest cała masa, chodzące reklamy szamponów.

Może dlatego, że Tajki nie potrzebują makijażu, a jeśli już to bardzo delikatny, jakieś lekkie pociagnięcie błyszczykiem i gotowe. Może dlatego, ze chowając się przed słońcem mają piękną cerę i nigdy się nie świecą, bo zawsze są lekko natalkowane? Może też dlatego, ze w Tajlandii nie biega się, nie spieszy, nikt tu nie truchta ani nie pędzi, wszyscy chodzą powoli, spokojnie. Jeszcze nigdy nie widziałam spieszącego się Taja, ale wierzcie mi, spóźniaja się notorycznie, po pół godziny albo i więcej. Nie wiem, może to wszystko naraz. Wyraziste rysy, piękne karnacje, smukłe ciała i powolne sunięcie jak po wybiegu powoduje, że nawet w  najbardziej kretyńskich, kiczowatych zestawach panie wyglądają sexy i dobrze. Też bym tak chciała- wytoczyć się z łóżka, zarzucić włosem, ziewnąć, wskoczyć w dowolny ciuszek i voila – gotowa do drogi. A tu? Brutalna rzeczywistość nie pozwala. Może musze się nauczyć od nich, że nie ważne co się nosi, ważne jak się nosi. A nosi się tak jakby to był milion dolarów i najnowszy ciuch od Diora.

Chyba, że mają okazję do pokazania się i wyjścia i wtedy mamy kolory galore i niebezpiecznie zbliżamy się w rejony trans. Tęcza to za mało powiedziane, tęcza z brokatową posypką i małym pawiem to już bliższe prawdy. Dzień Dziecka, który obchodzi sie jutro, to taka okazja do odpicowania się i pokazania najlepszych ciuchów. To nie jest bal przebierańców, to nie jest święto, gdzie nabijamy się i przesadzamy i robimy głupi makijaż. Co prawda hasło przewodnie to kolorowo i kwieciście, więc można spodziewać się kakofonii kolorów, ale pamiętajmy – mamy wyglądać dobrze. Seksownie. Pięknie. Zamiast tego mamy tapir, brokat, litry lakieru do włosów, najbardziej różowy róż z możliwych, centymetr pudru na twarzy i akcesoria, które można sprzedawać w sklepie zabawkarskim.

Trochę głupio pisać mi o dzieciach, bo w sumie to nie ich wina, że ociekają makijażem i nadmiernym seksapilem. Ubierają je mamy, pindrzą nauczycielki, skąd mają więc czerpiać dobre wzory? Pimping zaczyna się wcześniej, później traktowany jest więc jako oczywistość. Codzienna modę dziecięcą pokażę wam w kolejnym poście, czasami mam wrazenie, że nie różni się tak bardzo od tej odświętnej.

Reklamy

Prawie jak w Ascot

Prawie. Wycieczka do Muzeum Rolnictwa okazala sie byc nie lada gratka dla Tajskich fashionistek.