jaktosierobiwbankoku, jak to sie robi w bankoku, blog, podróżniczy, blog o bankoku, blog o tajlandii, skokwbokblog

Pożegnanie z Bali

Wszystko co dobre, szybko się kończy. Zdecydowanie za szybko. Mogłabym tu jeszcze zostać przez dłuuuuuuuuuugi czas. Zwłaszcza, że poznałam i zaprzyjaźniłam się z grupka chłopaków pracujących na plaży i zrobiło się całkiem fajnie towarzysko. Nie poznałam wiedzy tajemnej, ale dowiedziałam się, że po nią muszę jechać na Sulawesi lub Jawę, znaczy się, jest kolejny plan wycieczki.
A tu czas wracać do Bankoku i to chyba pierwszy raz, kiedy nie myślę „Bankok! Hurraaaaa!” tylko „trzeba się zbierać.” Bankok wydaje się jeszcze bardziej brudny, zakurzony i spocony niż zwykle. Nigdy nie był piękny – Bankoku nie lubi się za urodę a za pewnien klimat, atmosferę, za lekkość bytu. Ale wracając z rajskiej wyspy, gdzie lekkość bytu jest jeszcze większa, jakoś nie mogę wykrzesać z siebie entuzjazmu.
Wiem, nie można porównywać wyspy z plażą, oceanem i morską bryzą z ogromnym miastem, trudno, żeby wszędzie byly małe kafejki, designerskie sklepy i kolorowe stragany. Ale jednak. Bankok mógłby być czystszy, bardziej zielony, ozdobiony palmami i rajskimi kwiatami, a zamiast tego mamy śmierdzące kanały i wysuszone chwasty, śmieci i kilometry zatkanych ulic i autostrad, samochody plujące smogiem.
Na pewno nie pomaga fakt, że wracam do szkoły i że tydzień wakacji to trochę mało. Nie pomaga fakt, że wracam do personalnych wojen i skomplikowanych sytuacji w pracy, gdzie kasa, pozycja i władza powodują zawiść, zazdrość i dwulicowość. Nie pomaga fakt, że będę zarabiać trochę mniej, bo dostałam pozwolenie na pracę i jak się niedawno dowiedziałam, będę miała odciągany większy podatek. Trochę to bez sensu, bo zamiast być wynagrodzona za pracę, doświadczenie i kwalifikacje, które są potrzebne na to pozwolenie, obcinają mi pensję. I dodatkowo moja sobotnia fucha obcięła mi jedną godzinę, bo zmienili plan lekcji, jak dowiedziałam się z smsa. No i nie pomaga fakt, że zaraz przed wyjazdem wysiadła mi elektryka na górze, nie mam ciepłej wody, zepsuła się klimatyzacja w sypialni i Internet kompletnie nawala.
Za to coraz bardziej podoba mi się pomysł, żeby przenieść się gdzieś nad ocean, znaleźć pracę na plaży, chodzić z Alexem na spacery, kupić mu psa, z którymi uwielbiał się bawić na Bali, czuć się jak na wakacjach przez cały rok. Pattaya? Phuket? To generalnie chyba sa moje dwa wybory, to tam od czasu do czasu pojawiają sie oferty prac w nielicznych szkołach, ale można na nie trafić. Pattaya, mekka sex turystów i emerytów z Europy spędzających emeryturę w Tajlandii, jakos średnio mi podchodzi. Nawet nie byłam, zniechęcona opiniami innych i historiami,które słyszałam od znajomych. Ale na pewno pracując w szkole poznaje kilka nauczycieli, czyli jest szansa na fajne towarzystwo i jestem dwie godziny od Bankoku. Phuket też dość mocno uczęszczany przez starszych panów polujących na młode Tajki – byłam,widziałam i średnio polubiłam. Ale jest piękna plaża, są parki natury, niedaleko do Krabi z wyspami i kilka bajecznych wysp w zasięgu ręki. Jak to się robi na Phuket?

Reklamy

2 myśli nt. „Pożegnanie z Bali”

Komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s